#6 Wyprawka Co okazało się zbędne przy drugim dziecku

Co prawda nasz mały skrzat ma już grubo ponad rok, żeby nie powiedzieć, że zaraz stukną mu dwa. Ale jakoś okazji nie było, żeby podsumować moje zakupy z działu wyprawka. No cóż, w sumie lepiej późno, niż później…

Jak to mawiają – „z drugim dzieckiem jest już dużo łatwiej niż z pierwszym”. Wiadomo o co kaman itd. itp. Tak więc zaopatrzona w wiedzę, co mi się przy Poli przydało, a co nie, wiedziałam już co kupić, a na co nawet nie patrzeć w sklepie. Przy Poli najbardziej brakowało mi fajnego etui na butelkę. Takiego wiecie, co to się przyczepia do wózka, gdy idzie się na spacer. Te prawie 10 lat temu rynek akcesoriów dla dzieci dopiero raczkował. Wybór był mocno ograniczony jeśli chodzi o niektóre rzeczy. Torby do wózka to było coś nowego, nikt nie znał kołderek z minky, ani misiów szumisiów. Nie było też fajnych zawieszek do smoczków, ani etui na nie. Więc tym razem kupiłam sobie piękne, kolorowe zawieszki i termoopakowania na butelkę.. Masz Ci los – niestety tym razem obie rzeczy okazały się zbędne, bo Tobiś był dzieckiem bez butelkowym, a smoczkowym jedynie przez pierwsze 5 miesięcy ..

Przy Poli fajnie sprawdził nam się kojec. Jak jeszcze nie chodziła, a raczkowała, a ja potrzebowałam trochę czasu np. na przygotowanie obiadu to wrzucałam jej do kojca kilka zabawek i sadzałam ją wewnątrz. Byłam spokojna, że nic sobie nie zrobi, a ja mogę spokojnie gotować. Miałam ją też cały czas na oku, bo kojec stał w sąsiedztwie aneksu kuchennego. Ona się bawiła, ja gotowałam i wszyscy byli zadowoleni!

Tobek w kojcu siedział 2 razy. Pierwszy raz, gdy robiliśmy w lecie grilla. Dostał kilka zabawek i faktycznie kilkanaście minut posiedział w kojcu bawiąc się grzecznie. Było to dla niego na pewno coś nowego. Potem udało się go tam jeszcze tylko raz posadzić, bo przy każdej kolejnej próbie był wielki wrzask i protest.

Kolejną moją wtopą był otulacz. No bo czym tu dziecko przykryć, jak urodzi się w lecie i będzie gorąco? Poza tym podobno dzieci po porodzie lubią być „skrępowane”, bo czują się wtedy jak w brzuchu mamy. A dupa! Niektóre dzieci, które po urodzeniu mają wzmożone napięcie mięśni nie tolerują „skrępowania”. Tak jak i chusty, czy nosidła. No takie typy, co zrobisz? Jedyne co możesz, to odsprzedać dalej, oczywiście za mniej niż sama dałaś w sklepie. Ale przynajmniej część kasy odzyskasz i będzie na inne, bardziej potrzebne gadżety..

Ale żeby nie było, że zaliczyłam same porażki. Przy Tobku mieliśmy też coś, co przy Poli by się totalnei nie sprawdziło, a teraz bez tego byłoby ciężko. Chodzi o video kamerę, która w przypadku mieszkania w domu super się sprawdziła. W mieszkaniu nie było najmniejszego sensu inwestować w ten gadżet. Gdy robiłam obiad albo prasowałam, a Pola się przebudziła się z drzemki, to bez niańki słyszałam jej wołanie.. W domu, zostawiając śpiące dziecko w pokoju na piętrze i gotując obiad na parterze, niewielką miałam szansę na to, aby szybko zareagować jak dziecko się wybudzi. Niestety żywot niani zakończył się wraz z wrzuceniem jej przez Tobka do sedesu. Odbiornik – wyświetlacz niestety tego nie przeżył i musieliśmy zamówić nowy na popularnej chińskiej stronie sprzedażowej.

Tak więc kochane przyszłe mateczki. Nie będę odradzała Wam zakupów przed porodem. W końcu wyprawka to ważna rzecz. Bo przecież nie da się nic nie kupić wcześniej. Ale nie kupujcie tony wszystkiego, bo potem zostaniecie z tą toną jeszcze w opakowaniach, bez możliwości zwrotu, bo przecież od zakupu minęły już dawno 3 miesiące.. Jak coś się okaże potrzebne, to w dobie Internetu nawet karmiąc bombelka poklikacie na telefonie i zamówicie co trzeba, a kurier dostarczy Wam to na drugi dzień. Nawet z domu nie musicie wychodzić! Nawet ubrać się ładnie i wymalować nie trzeba, a zakupy zrobione! A jak będziecie już kompletować swoją wyprawkę, to zerknijcie koniecznie na moje stare wpisy TU, TU oraz TU, i sprawdźcie, czy wszystko co się powinno przydać już macie!

Zdj. pixabay.com

Anna
Annahttps://opiniemamy.pl
Jestem mamą 9.5-letniej Poli i 1.5-rocznego Tobiaszka. Moje pierwsze macierzyństwo było usłane różami i ociekające lukrem. Choć mówi się, że takie nie istnieje (a jednak!) Przy Tobku walczymy ze skutkami wzmożonego napięcia nerwowego i nadwrażliwości na dotyk. Miliony pobudek w nocy, płacz i marudzenie to w pierwszym roku była codzienność. Jak przy tym nie zwariować i nie rzucić wszystkim uciekając w Bieszczady? Mam na to swoje patenty i nie boję się nimi podzielić! Jeśli jesteś mamą walczącą codziennie na domowym polu bity i potrzebujesz wsparcia i dobrego słowa, zapraszam! Jeśli mieszkasz w Krakowie i nie wiesz, gdzie iść na kawę z koleżanką z bombelkiem u boku, podpowiem! Jeśli szukasz pomysłu na szybki obiad - zapraszam po przepis! To co, widzimy się?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Jeśli chcesz umieścić reklamę na mojej stronie, zapraszam do skontaktowania się poprzez formularz kontaktowy lub bezpośrednio na maila.

Podobne artykuły