Energylandia – pomysł na prezent dla dziecka

Pewnego majowego piątku, zapakowaliśmy się nieco później niż zwykle do auta i zamiast do szkoły, pojechaliśmy w zupełnie przeciwną stronę. Nasza pierwszoklasistka dopiero po dłuższej chwili zorientowała się, że coś jest nie tak.. Nie powiedzieliśmy jej, że naszym celem jest dziś Energylandia – największy w Polsce i najnowocześniejszy park rozrywki, o którym mówiła od dawna i o którym marzyła odkąd zobaczyła jego reklamę w tv…

To miała być niespodzianka z okazji Dnia Dziecka i do końca nie zdradziliśmy jej celu wycieczki. Mina dziecka, gdy podjechaliśmy na parking – bezcenna 🙂 Opad szczeny do kostek, a potem głośne piski i taniec radości! 🙂

Energylandia

to ogromny Park Rozrywki w Zatorze, który znajduje się na obszarze 26 hektarów w odległości 54 km od Krakowa, 20 km od Oświęcimia i 335 km od Warszawy. Byliśmy tam prawie 6 godzin i nie udało nam się zaliczyć wszystkiego, co chcieliśmy! Pomimo tego, że był to początek sezonu i nie był to weekend, to jednak do najpopularniejszych atrakcji staliśmy w kolejce po ok. 20 minut..

Park otwarty jest najczęściej od godziny 10 do 18, a w gorącym okresie wakacyjnym do 20. Jeśli się wybieracie, to najlepiej sprawdźcie wcześniej godziny otwarcia tu, bo są one zmienne. Przed Parkiem jest ogromny parking (nie zadaszony, niestrzeżony, ale dozorowany!), który pomieści 5 tysięcy samochodów i za który trzeba zapłacić przed wyjazdem 5 zł (opłata w automatach przed bramą wyjazdową, pamiętajcie o niej, bo inaczej nie wyjedziecie :). Przy wejściu jest kilkanaście kas, co ułatwia życie, a cennik indywidualny znajdzie tu. Co fajne – bilet uprawnia do korzystania ze wszystkich atrakcji w parku! Pieniądze można dodatkowo wydać jedynie na jedzenie, pamiątki lub automaty do gier obsługiwane żetonami. Jest to naprawdę super rozwiązanie, bo nie trzeba się martwić, czy starczy nam na wszystkie atrakcje i czy dziecko nie zrobi nam sceny, gdy nagle okaże się, że nie pójdziemy na karuzelę, bo „tatuś wziął za mało pieniążków„..

Powiem Wam tak – wesołe miasteczka średnio mnie kręcą, ludzie z reguły się tam wszędzie pchają, zadeptali by dziecko, byle być pierwszymi, poza tym nie znoszę tłumów,  i nie znoszę stać bezczynnie w kolejce. Nie lubię korzystać z publicznych toalet, bo z reguły w nich śmierdzi, jest brudno, deska często żyje własnym życiem z dala od sedesu, a o papierze toaletowym można pomarzyć. Przy umywalce mydła brakuje, a w kranie leci tylko lodowata woda. I szczerze mówiąc mniej więcej z tym wszystkim kojarzyła mi się właśnie Energylandia i dlatego wybieraliśmy się do niej od 3 lat i jakoś nie mogliśmy dotrzeć, chociaż z Krakowa do Zatora mamy jedynie jakąś godzinkę jazdy… Ale w końcu dotarliśmy, a to dzięki uprzejmości biura Kompas Poland i dziś muszę powiedzieć, że wstyd mi, że takie myśli miałam w głowie!

Przede wszystkim w Energylandi jest bardzo czysto! Co kawałek widać panią sprzątającą, a kosze na śmieci są dosłownie wszędzie. W toalecie byłam 2 razy, za każdym razem w innej – w jednej elegancki Vileroy&Bosch, w drugiej drewniany styl westernowy, w każdej czyściutko, nieśmierdząco(!), papier, mydło na swoich miejscach, a na posterunku pani sprzątająca, a raczej dbająca o porządek! To lubię!

Energylandia podzielona jest na 4 strefy: Bajkolandię, Strefę Familijną, Ekstremalną i Water Park. Głównym kryterium doboru strefy do jakiej możemy się udać (oprócz oczywiście naszych preferencji) jest wzrost najmłodszego członka rodziny. Większość atrakcji jest dostępna dla dzieci powyżej 120 cm i jest to rygorystycznie przestrzegane. Przy jednym z Rollercoasterów ojciec bardzo chciał wejść z córką, której brakowało dosłownie 2 cm do magicznej granicy (przy bramkach jest miarka), ale pracownik parku absolutnie się nie zgodził, argumentując to tym, że zabezpieczenie fotela nie zamknie się dobrze na za małej osobie. I tu muszę powiedzieć, że byłam pod wrażeniem tego, jak pracownicy pilnowali porządku, dbali o to, aby w rollercoasterach nie jechały puste siedzenia, aby plecaki, torebki, czapki, czy okulary słoneczne zostały „na ziemi”, a nie spadały potem ludziom stojącym w kolejce na głowy. Wspomniane rzeczy odkładane były do szafek lub półek po stronie, na którą się wysiada z wagoników, nie było więc ryzyka, że ktoś z kolejki to ukradnie. Przechodzili dwukrotnie wzdłuż wagoników i sprawdzali po dwa razy, czy każdy jest dobrze zapięty, czy nie ma czegoś pod ręką/ nogą co mogłoby wypaść w trakcie jazdy-do-góry-nogami.

opiniemamy.pl_mapa_energylandia

Ku naszemu lekkiemu zdziwieniu, naszej 7-latce bardzo spodobały się Rollercoastery, a najbardziej ten najszybszy i chyba najnowocześniejszy „Formuła” 🙂 Co prawda kolejka do niego była spora, a z nieba lał się żar, ale nie zniechęciło jej to do przejechania tej trasy 2 razy. A jest to naprawdę nie lada jazda, bo wagoniki kręcą spirale góra-dół i co chwilę jedzie się do góry nogami! Nie radzę wsiadać tam po jedzeniu, bo żołądek może zrobić Wam psikusa 😉 Podobała nam się też jazda kolejką oznaczoną na mapie nr 98 – „Boomerang„. Tu jest nieco inna zabawa, bo nie jedzie się do-góry-nogami, za to jest szybka jazda do przodu i do tyłu! 🙂 Muszę przyznać, że zadziwiło mnie to, jak cichutko poruszają się wagoniki. Nic nie stuka, nie telepie się, kolejka sunie cichutko, a jedyne co słychać to piski i wrzaski podróżujących 🙂

Na plus zaskoczyło mnie też wykonanie wszelkich malowideł, dekoracji, rzeźb, cała otoczka wszystkich karuzeli, kolejek.. Wiecie lub nie, ale w Zatorze jest jeszcze kilka atrakcji dla dzieci w tym m.in. Park Dinozaurów oraz Park Bajek i Wodnych Stworzeń. O ile dinozaury są jeszcze ok, to park bajek jest jednym wielkim dramatem! Choć ma zaledwie kilka lat, to wygląda jakby stał tam co najmniej od lat 50-tych ubiegłego wieku. Figury postaci z bajek, domki, powozy i inne krasnale są tak tandetnie i brzydko wykonane, że aż oczy bolą! W jednej z karocy nie pamiętam czy stangretowi, czy księciu noga odpadła i zwisała mu wesoło, co wzbudziło ciekawość naszej wtedy chyba 3, a może 4-letniej córki „Mamo, a czemu ten pan ma kolano tu gdzie but?”. W jednym z domków była czarownica tak upiorna, że wolałam, żeby Pola tam nie zaglądała, bo mogłaby mieć potem nocne koszmary! No nie mogłam wyjść z podziwu, jak w XXI wieku można stworzyć dla dzieci coś tak koszmarnego i brzydkiego? No jak?? Do tego wszystko sprawiało wrażenie zapuszczonego i zaniedbanego.

I mając w pamięci te obrazy, naprawdę nie mogłam się nadziwić, że zaraz obok ktoś stworzył park rozrywki tak kolorowy, czysty, ładny i zadbany! Da się? Da się!

Do tego na terenie Energylandii jest naprawdę sporo punktów gastronomicznych – ok. 30. Jest naleśnikarnia, pierogarnia, kebab, są hot-dogi, kanapki, jest też pan kurczak, kawiarnie, lodziarnie – jednym słowem dla każdego coś miłego. Dla mamy kawa, dla taty piwo, a dla dziecka lody i frytki! 🙂

Jak ktoś nie przepada za kolejkami górskimi, to może przejść się na do stref widowiskowych lub kina 7D. Z racji nieco ograniczonego czasu byliśmy tylko na 1 przedstawieniu (western) i 1 filmie 7D – „Alicja w krainie czarów”. Muszę przyznać, że o ile przedstawienie w stylu dzikiego zachodu było naprawdę fajne, zabawne i godne polecenia, to już film 7D mnie rozczarował. Grafika marniutka, a w ramach efektów 7D skakały nam fotele, psiknęła na nas mgiełka wodna, po łydkach smyrnął nas wiatr i w zasadzie tyle.. Może gdyby grafika była lepsza to moje odczucia byłyby bardziej pozytywne, a tak to w skali od 0 do 6 moja ocena to mocne 2.. Być może na hasło „7D” miałam zbyt duże oczekiwania, ale mąż ocenił ten pokaz jeszcze gorzej, bo dał mu maks.1,5 pkt…

Tak sobie tu piszę i piszę o Rollercoasterach, a przecież w Energylandii są nie tylko kolejki górskie – tu jest aż 70 różnych atrakcji! Można np.przepłynąć się po wodnym „kanale” okrągłą, obracającą się w koło „łódką”, można też wsiąść do pirackiej łodzi i płynąc po kanale atakować z wodnej armatki swoich wrogów płynących przed lub za nami. A jak po ataku nieprzyjaciół będziemy mokrzy od stóp do głów (jak ja i Pola) to po wyjściu „na ląd” można wejść pod suszarki, które pomogą nam doprowadzić się do jako takiego wyglądu. Można w strefie Dzikiego Zachodu pobawić się w szukanie złota (jak Pola) i przepłukać kilo piasku w poszukiwaniu złota i diamentów.. Można postrzelać do puszek, balonów, połowić na wędkę rybki albo kaczuszki. Jednym słowem i mali i duzi, i ci bardziej i mniej strachliwi nie powinni się nudzić.

Ponieważ do Energylandii przyjechaliśmy pierwszy raz i była to połowa maja, to zupełnie odpuściliśmy strefę Water Parku. Zerknęliśmy tylko na basen i jego otoczenie i stwierdziliśmy, że w upalne dni może tu być naprawdę fajnie! Water Park wygląda jak egzotyczna wyspa – na środku basenu stoi statek, na który można się wspiąć, jest mnóstwo zakamarków, wodospadów, wokół jest piasek, są leżaki i parasole, wystarczy więc przywieźć tylko ręcznik i strój kąpielowy.

Nasza córka była wniebowzięta i po powrocie do domu śpiewała sobie pod nosem „Energylandia, je je je!” i przez kolejny tydzień opowiadała wszystkim gdzie była! I powiem Wam, że bilet do Energylandii to może być świetny prezent na Dzień Dziecka, czy prezent na urodziny dla dziecka. Zamiast kolejnych klocków, lalki, czy tableta, zafundujcie córce, czy synowi wspomnienia, które będą z nim do końca życia!

Nam nie udało się zaliczyć wszystkich atrakcji, więc na pewno tu jeszcze wrócimy, a gdybyście i Wy chcieli się wybrać, to mam dla Was

Energylandia – kilka praktycznych rad:

  • jeśli nie chcecie tracić czasu na stanie w kolejce do kasy Energylandii, kupcie bilet przez Internet,
  • jeśli chcecie zaoszczędzić parę złotych, kupcie bilet w biurze Kompas Poland z rabatem 5%,
  • jeśli macie możliwość, to przyjedźcie jak najwcześniej, gdy nie ma jeszcze dzikich tłumów i kolejek do najlepszych atrakcji,
  • na teren parku można wnieść jedzenie i picie,
  • nie bierzcie ze sobą wielkich plecaków z zapasową bluzą, sandałami na zmianę, 5 kanapkami i 3 litrami wody do picia – w trakcie dnia można dowolną ilość razy wychodzić na parking do samochodu, aby zostawić w nim niepotrzebny w południe sweterek, a picie i jedzenie można kupić na miejscu,
  • nie braliśmy ze sobą aparatu fotograficznego z obawy o to, co z nim zrobimy w trakcie szalonej jazdy rollercoasterm, wszystkie zdjęcia robiliśmy telefonem; Z jednej strony tak jak pisałam wcześniej – torby i plecaki były odkładane przez pracowników parku do szafek na czas przejażdżki i niby nic nie powinno zginąć, jednak różnie z tym bywa – decyzję podejmijcie sami. My dokumenty i telefony mieliśmy zawsze przy sobie, chowaliśmy je do „nerek”, czyli toreb na pasku. Resztę rzeczy takich jak picie, chusteczki itp. mieliśmy w plecaczku.
  • w sezonie, gdy w parku jest mnóstwo ludzi warto zaopatrzyć dziecko w opaskę identyfikacyjną – w tłumie łatwo się zgubić, zwłaszcza gdy w koło jest tyle ciekawych dla dziecka rzeczy do obejrzenia; o opaskach id pisałam tu.
  • jeśli jedno z Waszych dzieci jest wózko-jeżdżące to bez obaw możecie z nim pokonywać parkowe szerokie alejki, a jak nie jest to niemowlak, tylko np. roczniak to i dla niego znajdą się tu atrakcje jak chociażby mini plac zabaw.

energylandia-zdjezdzalnia-dywanowa-opiniemamy.pl

energylandia-zdjezdzalnia-wodna-opiniemamy.pl

energylandia-zdjezdzalnia-wodna-2-opiniemamy.pl

energylandia-wielblad-opiniemamy.pl

energylandia-kolejka-kubek-opiniemamy.pl

energylandia-smok-opiniemamy.pl

energylandia-widok-strzelnica-opiniemamy.pl

energylandia-widok-taras-opiniemamy.pl

energylandia-rekin-sharknado-opiniemamy.pl

energylandia-jedzonko-opiniemamy.pl

energylandia-uwaga-opiniemamy.pl

Przed wejściem do każdej atrakcji stoi taka oto tabliczka informująca od jakiego wzrostu można z niej skorzystać i jakiego typu jest to atrakcja. Jest to o tyle fajne, że nie tracimy czasu na stanie w kolejce po to, żeby przed samą bramką dowiedzieć się od obsługi, że nasze dziecko tu nie wejdzie, bo jest za niskie..

energylandia-rollercoaster-f1-opiniemamy.pl

To właśnie jest „Formuła” 🙂

energylandia-kino-4d-opiniemamy.pl

energylandia-koniki-opiniemamy.pl

energylandia-kopalnia-zlota-opiniemamy.pl

energylandia-szukamy-zloto-opiniemamy.pl

Szukamy złota i diamentów…

energylandia-mamy-zloto-opiniemamy.pl

energylandia-kosmici-opiniemamy.pl

energylandia-statek-piracki-opiniemamy.pl

Dostępność atrakcji
Różnorodność atrakcji
Bezpieczeństwo
Strefa jedzenia
Anna
Annahttps://opiniemamy.pl
Jestem mamą 9.5-letniej Poli i 1.5-rocznego Tobiaszka. Moje pierwsze macierzyństwo było usłane różami i ociekające lukrem. Choć mówi się, że takie nie istnieje (a jednak!) Przy Tobku walczymy ze skutkami wzmożonego napięcia nerwowego i nadwrażliwości na dotyk. Miliony pobudek w nocy, płacz i marudzenie to w pierwszym roku była codzienność. Jak przy tym nie zwariować i nie rzucić wszystkim uciekając w Bieszczady? Mam na to swoje patenty i nie boję się nimi podzielić! Jeśli jesteś mamą walczącą codziennie na domowym polu bity i potrzebujesz wsparcia i dobrego słowa, zapraszam! Jeśli mieszkasz w Krakowie i nie wiesz, gdzie iść na kawę z koleżanką z bombelkiem u boku, podpowiem! Jeśli szukasz pomysłu na szybki obiad - zapraszam po przepis! To co, widzimy się?

4 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Jeśli chcesz umieścić reklamę na mojej stronie, zapraszam do skontaktowania się poprzez formularz kontaktowy lub bezpośrednio na maila.

Podobne artykuły