Myślałam, że wszystkie dzieci to kochają, ale..

Trochę przez przypadek, a trochę nie – trafiłam z dziećmi w miniony weekend do kawiarni z bawialnią, w której jeszcze nas nie było. Mam wrażenie, że po okresie posuchy w tej materii, znowu zaczynają powstawać fajne miejsca, gdzie można umówić się z koleżanką na kawę i zabrać ze sobą dzieci. Maluchy znajdą tam kącik dla siebie, pełen zabawek, których nie mają w domu, a matki będą mogły w umiarkowanym spokoju wypić kawę.

Gdy Pola była mała w okolicach Rynku działała „Mamy Cafe„, gdzie oprócz kawy można było zjeść pyszne ciasto i lunch. Była też „Cafe Culca„, „Rodzinka” i „Likekonik„. Do dziś przetrwała tylko ta ostatnia kawiarnia, reszta wcześniej, czy później się zamknęła. Długo, długo nic nowego nie pojawiało się na krakowskiej mapie.. Aż tu w ostatnim czasie RUSZYŁO! 🙂

Jest kawa, jest zabawa..

Kawiarnię „Kawa i zabawa” obserwowałam od pewnego czasu na fb. Ale jakoś nie było nam nigdy po drodze, żeby tam wstąpić. Niby to „nasza” część miasta (Krowodrza), ale dopiero w miniony weekend udało nam się tam zawitać. Kawiarnia mieści się na parterze bloku, w środku osiedla. Przed budynkiem jest szlaban, ale wystarczy zadzwonić (nr znajdziemy na fanapage’u) i obsługa bawialni nas wpuści. Lokal nie jest duży, ale bardzo dobrze zagospodarowany.

Część kawiarniania oddzielona jest od bawialni niewysokim płotkiem. Na miejscu wypijemy kawę, herbatę, zjemy ciasto, w razie W dokupimy też pampersy, czy obiadek w słoiczku dla maluszka. W bawialni na dzieci czeka zabawa – basen z kulkami, przy nim gumowa zjeżdzalnia, kącik czytelniczy i mnóstwo drewnianych zabawek! Jest garaż wielopoziomowy, tor kolejowy z całą infrastrukturą (drzewka, domki, szlabany, znaki drogowe itp.). Jest duży domek dla lalek, sklep, kuchnia „z wyposażeniem” i nawet suszarka na pranie 😉 Są układanki, klocki, mnóstwo samochodów, tablica manipulacyjna i drewniane instrumenty muzyczne.

Rodzic może wejść z dzieckiem do bawialni, a może też usiąść przy stoliku „przy płotku” i poczytać jeden z poradników, które znajdują się w kawiarnianej biblioteczce. Co ważne, bez względu na to, przy którym stoliku usiądzie opiekun – zawsze będzie widział swoje dziecko.

W przypadku Tobka hitem okazała się gumowa zjeżdżalnia przy basenie z kulkami. Wchodził po gumowych schodkach, zjeżdżał i dawaj, z powrotem. Za którymś razem źle sobie usiadł i wpadł plecami do basenu z kulkami. Jak na niego spojrzałam, to miał nie tęgą minę! Gdyby nie fakt, że się do niego uśmiechnęłam, to chyba by się rozpłakał. Leżał w tych kulkach bez ruchu jak sparaliżowany. Wyciągnęłam go i bawił się dalej. Gdy po raz drugi wpadł przypadkiem do kulek, sytuacja się powtórzyła.

I wtedy mnie olśniło, o co chodzi! Tobiś jest nadwrażliwy na dotyk. Nie lubi jak ktoś obcy go dotyka, nie lubi czesania włosów, głaskania, bardzo długo nie chciał się przytulać. „Dociski” jakie na nim wykonuje według wskazówek fizjoterapeuty robię jak śpi, bo nie jestem w stanie wykonać tego na nim za dnia. Wpadając do basenu, musiał czuć się „dotykany” przez kulki na całym ciele. Stąd przerażona mina i paraliż całego ciała. Ale gdy kolejny raz wpadł do kulek, to już był bardziej „odważny”. Zaczął nieśmiało ruszać rękami i nogami. Myślę, że też fakt, że się do niego śmiałam, a nie robiłam przerażonej miny dodał mu odwagi.

Do tej pory jakoś nie miał okazji bawić się w basenie z kulkami. A ja zupełnie nie pomyślałam, że w jego przypadku taki basen może stanowić jakikolwiek problem. Przecież KAŻDE dziecko uwielbia skoki, czy zjazdy ze zjeżdżalni prosto do kulek! (Nawet jego prawie 10-letnia siostra… 😉 Cieszę się, że udało mi się to wychwycić. Zwłaszcza, że od jakiegoś czasu intensywnie myślę nad tym, jak jeszcze mogę pomóc Tobkowi pozbyć się jego nadwrażliwości na dotyk? Co mogę zrobić, żeby w końcu „ruszył” z mową? Jak się z nim bawić, żeby stymulować mięśnie, aby pozbyć się wzmożonego napięcia?

Myślałam kiedyś nad kupnem do domu takiego małego baseniku z piłeczkami. Ale koleżanka mi odradziła mówiąc, że potem w całym domu będę znajdowała kolorowe piłeczki. I że świetną dziecięcą zabawą jest po prostu ich rozrzucanie gdzie popadnie… No i to były argumenty, które do mnie przemówiły i basenu nie kupiłam. A teraz chyba jednak wrócę do tego pomysłu! Albo do „Kawy i zabawy” będziemy zaglądać częściej 😉

W bawialni byliśmy godzinę, ale to za mało, żeby pobawić się wszystkimi zabawkami. Do kuchni i sklepiku nawet nie doszliśmy, bo Tobek zainteresował się wielopoziomowym garażem z windą, a potem jeszcze autami..

Myślałam, że Pola będzie wolała zostać w kawiarni, zjeść ciacho i pograć w Minecrafta (tak, tak, nasze dziecko w weekendy zamiast czytać Dostojewskiego i doskonalić grę w szachy dostaje do ręki telefon i może sobie na nim pograć w wyznaczonym czasie). W końcu ma już prawie 10 lat, a „bawialnie są dla maluchów”. Ale zjadła tartę orzechową, przepiła wodą i zapytała, czy ona też może wskoczyć do basenu z piłkami. Z pewnych zabaw się chyba nigdy nie wyrasta 🙂

W „Kawie i zabawie” w ciągu tygodnia organizowane są różnego rodzaju zajęcia dla mam z dziećmi. W weekendy z kolei można zapisać się na warsztaty – akurat jak przyjechaliśmy, to kończyły się zajęcia z robienia mydełek. Co fajne, warsztaty odbywają się w osobnej, zamykanej sali, więc maluszki nie będą starszakom przeszkadzać. Śledźcie ich profil na fb, będziecie wiedzieli na bieżąco co się u nich dzieje, a dzieje się cały czas!

Przyznam się, że nie sprawdziłam dokładnie cennika, ale w weekend za 1 dziecko zapłacimy 17 zł, za drugie o 30% mniej. Dzieci raczkujące płacą 50%. Ceny są bardzo przystępne, a tarta orzechowa, którą jadła Pola była tak pyszna, że zanim się zebrałam do zrobienia jej zdjęcia, zniknęła z talerza!

Kawa i zabawa – kreatywny świat dziecka, ul. Rusznikarska 14a lok.14, Kraków

Obsługa
Atrakcje
Czystość
Jedzenie
Anna
Annahttps://opiniemamy.pl
Jestem mamą 9.5-letniej Poli i 1.5-rocznego Tobiaszka. Moje pierwsze macierzyństwo było usłane różami i ociekające lukrem. Choć mówi się, że takie nie istnieje (a jednak!) Przy Tobku walczymy ze skutkami wzmożonego napięcia nerwowego i nadwrażliwości na dotyk. Miliony pobudek w nocy, płacz i marudzenie to w pierwszym roku była codzienność. Jak przy tym nie zwariować i nie rzucić wszystkim uciekając w Bieszczady? Mam na to swoje patenty i nie boję się nimi podzielić! Jeśli jesteś mamą walczącą codziennie na domowym polu bity i potrzebujesz wsparcia i dobrego słowa, zapraszam! Jeśli mieszkasz w Krakowie i nie wiesz, gdzie iść na kawę z koleżanką z bombelkiem u boku, podpowiem! Jeśli szukasz pomysłu na szybki obiad - zapraszam po przepis! To co, widzimy się?
Poprzedni artykułCo na śniadanie?
Następny artykułZastanów się, czy tego chcesz.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Jeśli chcesz umieścić reklamę na mojej stronie, zapraszam do skontaktowania się poprzez formularz kontaktowy lub bezpośrednio na maila.

Podobne artykuły