Rozszerzanie diety to nie bułka z masłem

0
125

Miało być już lepiej, bo pierwsze 6 miesięcy minęło itepe itede. Według wszelakich poradników, złotych rad i doświadczeń koleżanek królika, po pierwszym półroczu „będzie już lekko z górki”. Niestety u nas wcale lepiej nie jest. Pobudki w nocy w ilości 7-11 są nadal. W 7mym miesiącu Tobiś odrzucił zdecydowanie smoczek i w nocy uspokaja go jedynie cycuś mamusi. Żadna woda, sztuczne mleko, tulenie, głaskanie nie pomagają.

Jak żyć ja się pytam? Jak żyć, jak w nocy budzą człowieka co godzinę, czasem dwie na parę minut? I trzeba wstać, wyjąć 12 kilo z łóżeczka, położyć obok siebie, dać cycusia, odczekać parę minut podpierając opadającą głowę ręką, odłożyć syneczka do łóżeczka i można zasnąć dalej. A po godzinie lub dwóch, powtórzyć wszystkie czynności. I tak do rana, czyli do godziny 5, a jak się uda to i do 6..

Ano ciężko się tak żyje. Ciężko się ogarnia codzienność, ale kto jak kto, ale my- mamy zawsze damy radę. Czy z uśmiechem, czy z łaciną na ustach, ale wstaniemy rano i ogarniemy rzeczywistość. Śniadanie, sprzątanie, pranie, zakupy, karmienie, spacer, drzemka – i zleciał kolejny dzień. Może następny będzie lepszy?..

Ale do rzeczy.. Według aktualnych wytycznych WHO po ukończonym 6 miesiącu można rozszerzać dietę maluszkom. Jest to o tyle „nowe”, że wcześniej np. gdy Pola była malutka, dzieciom karmionym mm posiłki stałe można było wprowadzać już po 4 miesiącu. Pola choć była karmiona piersią, miała rozszerzaną dietę właśnie po 4 miesiącu. A to dlatego, że gdy miała pół roku wróciłam do pracy. I wszystko przebiegało „książkowo”. Najpierw warzywa, potem owoce, zupki, obiadki itp. Jadła praktycznie wszystko, nie pluła, nie krztusiła się, nie ulewała, nie miała alergii pokarmowej.

Niestety w okresie przedszkolnym zaczęła mieć problemy z bolącym brzuszkiem. Pojawiły się wzdęcia. Wycieczki od lekarza do lekarza zakończyły się diagnozą – przerost flory bakteryjnej jelita cienkiego (pisałam o tym TU). Dość niedawno trafiłam na artykuł, w którym jako jeden z powodów tej przypadłości podano zbyt wczesne rozszerzanie diety… I tu mam żal do samej siebie, że być może to dlatego Pola ma problemy z jelitem? Oczywiście nigdy nie dowiem się, czy właśnie TO jest powodem. Być może to geny albo po prostu „ten typ tak ma”. Bo przecież nie ona jedna miała rozszerzaną dietę po 4 miesiącu. Ale sama świadomość, że być może przyczyniłam się do jej problemów brzuszkowych nie poprawia mojego samopoczucia. Dlatego przy Tobku ani myślałam podawać mu cokolwiek wcześniej.

Rozszerzanie diety ..

Tobiś miał już dobre 6 miesięcy, gdy zdecydowałam się na podanie mu „pierwszej marchewki”. Niestety nie zapałał entuzjazmem do nowego jedzenia, zamknął buzię i ni hu hu. Pierwsze próby podania kaszki też nie były udane. Generalnie coś tam zlizywał z łyżeczki, po czym zamykał buzię na kłódkę i to by było na tyle. Nie ważne co mu się podawało i w jakiej formie. Po prostu nie był zainteresowany jedzeniem.

Fizjoterapeuta zaprzeczył niby, że „nieruchliwość” Tobka wiąże się z nieprzygotowaniem do rozszerzania diety u niego nawet po skończonym 7 miesiącu. Ale według mnie jakoś to się wszystko jednak łączy. Bo jak tylko Tobiś zaczął być bardziej „mobilny”, zaczął przekręcać się z brzucha na plecy i na odwrót to jakoś apetyt mu wzrósł. A przynajmniej zachciało mu się próbować nowych rzeczy. Tyle, że praktycznie wszystkim co nie było płynne się krztusił, a to przyprawiało mnie momentami o zawał serca! Więc wystopowałam na chwilę z „jedzeniem” i uznałam, że najwidoczniej Tobiś nie jest jeszcze gotowy na rozszerzanie diety i „poważne posiłki”.

Dostawał więc głównie kaszkę lub jogurt naturalny na 2 śniadanie z musem owocowym lub chrupki kukurydziane. Jak będziecie kupować te ostatnie, to koniecznie sprawdźcie skład, bo wiele jest dosalanych. Ale mimo to szybko wyszła mu na skórze alergia – czerwone, suche placki na brzuszku i po bokach. Najpierw podejrzewałam nabiał, potem jabłko i banana, potem gluten, chrupki kukurydziane.

Finalnie, po jakiś paru miesiącach dalej nie mam pewności co go uczula. Odstawiałam podejrzane produkty na kilka dni. A w tym czasie pojawiały się nowe plamy! Więc analizowałam co jadł Tobiś w ostatnich dniach i odstawiałam kolejne produkty. Wprowadzałam na próbę to, co podejrzewałam na początku i obserwowałam skórę. Nic. Nie wprowadzałam nic nowego albo Tobek miał dzień pod hasłem „jem cycka i nic więcej”. A wieczorem patrzę – znowu skóra zaczerwieniona. Więc w końcu się poddałam.

Mam nadzieję, że mu samo w końcu przejdzie. Bo tak naprawdę te plamki zaczęły się pojawiać jeszcze przed rozszerzaniem diety. Ale wtedy podejrzany był proszek do prania, bo zaczęłam pomału prać rzeczy małego z naszymi. Niestety ten trop okazał się pudłem, a plamy jak były tak są – mniej lub bardziej czerwone. Tak więc na dzień dzisiejszy jego alergia nadal pozostaje zagadką…

Mam już rok i …

Tobiś niedawno skończył 12 miesięcy. Rozszerzanie diety idzie nam jednak opornie.. Nadal najbardziej pasuje mu cycuś mamusi, ale przynajmniej się już nie krztusi i przede wszystkim chętniej je. Zwłaszcza to, co jemy my sami. Niestety metoda BLW nie jest dla niego – wszystko co się postawi przed nim na blacie zrzuca na ziemię. Czy to talerz, miseczka, czy samo jedzenie – jednym ruchem ręki zrzuca wszystko na podłogę :/ Muszę go więc karmić. Dosłownie ze dwa razy zdarzyło mu się wziąć jedzenie do ręki i włożyć je do buzi. Ze dwa razy też zainteresował się konsystencją pokarmu i wziął do ręki ziemniaczki, „zmielił” je w ręce i – ku radości psa, upuścił na podłogę 🙂

Staram się teraz tak przygotowywać posiłki, żeby nie robić 2 obiadów – dla nas osobno, dla Tobka osobno, tylko jeden. Jeśli gotuję ziemniaki/ ryż/ makaron to nie solę. Gdy się ugotują, odkładam trochę dla Tobka, dosalam i chwilę jeszcze gotuję. Bardzo pomocne stały się książki kucharskie dla dzieci na temat rozszerzanie diety.  Aczkolwiek nie wszystkie okazały się zgodne z aktualnymi wytycznymi (w niektórych przepisach proponuje się użycie cukru lub soli). Ale o tym napiszę następnym razem…

 

Poprzedni artykułRodzeństwo jak ogień i woda
Następny artykułRozszerzasz dietę dziecku? To Ci się może przydać!
Anna
Jestem mamą 9.5-letniej Poli i 1.5-rocznego Tobiaszka. Moje pierwsze macierzyństwo było usłane różami i ociekające lukrem. Choć mówi się, że takie nie istnieje (a jednak!) Przy Tobku walczymy ze skutkami wzmożonego napięcia nerwowego i nadwrażliwości na dotyk. Miliony pobudek w nocy, płacz i marudzenie to w pierwszym roku była codzienność. Jak przy tym nie zwariować i nie rzucić wszystkim uciekając w Bieszczady? Mam na to swoje patenty i nie boję się nimi podzielić! Jeśli jesteś mamą walczącą codziennie na domowym polu bity i potrzebujesz wsparcia i dobrego słowa, zapraszam! Jeśli mieszkasz w Krakowie i nie wiesz, gdzie iść na kawę z koleżanką z bombelkiem u boku, podpowiem! Jeśli szukasz pomysłu na szybki obiad - zapraszam po przepis! To co, widzimy się?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj