Zastanów się, czy tego chcesz.

Ta decyzja zaważy na całym Twoim życiu, więc przed jej podjęciem naprawdę porządnie się zastanów. Jak już się zdecydujesz to nie będzie odwrotu. Bo dziecko to nie buty, które możesz oddać jak uznasz, że jednak nie pasują Ci do sukienki.

W miarę regularnie podczytuję pewną blogerkę. I niedawno zdałam sobie sprawę, że nie czytałam u niej nigdy nic pozytywnego o jej dzieciach. Nie pisze jak fajnie robiło się z nimi pierniczki, poszło na łyżwy, czy po prostu siedziało w domu pod kocem i oglądało kreskówki. Generalnie w jej wpisach temat dzieci przewija się tylko pod jednym kątem. Jak to jest z nimi ŹLE! Co chwilę czytam, jak to fatalnie będzie jej się teraz żyło, bo w święta szkoła jest zamknięta i czeka ją siedzenie z dziećmi w domu.  Ferie? O matko, co to będzie! Dlaczego dzieci mają 2 tygodnie wolnego w zimie i 2 miesiące wakacji, a rodzice tylko 26 dni urlopu? Gdzie tu sprawiedliwość? Jak ona przeżyje te tygodnie bez szkoły? Zero wolności, trzeba będzie codziennie gotować, organizować im czas.. Gdy dzieci są w szkole to czytam – uff, wreszcie można iść na siłownię i do ulubionej kawiarni. Za to popołudnie zmarnowane, bo trzeba było jechać z dziećmi na basen.  Jest w jej wpisach jednak trochę radości – głównie wtedy, gdy opisuje jak to cudownie wyjechać samej na weekend! Albo zostawić dzieci pod opieką dziadków i wyjechać na kilka dni z mężem – dlaczego nie? To dopiero jest życie i jedynie takie autorka poleca wszystkim matkom. Dzieci to nie koniec świata. Nie daj się wpędzić w ryzy „Matki Polki” – nawołuje – która stawia dzieci na pierwszym miejscu, gotuje im ulubione dania, gra z nimi w planszówki, przesiaduje na placu zabaw i organizuje urodziny z balonami i animatorką. Czy Tobie ktoś takie urządzał? Nie? To dlaczego Twoje dzieci mają mieć lepiej? Stawiaj na pierwszym miejscu zawsze siebie, bo to Ty jesteś przecież najważniejsza! Bo to Ty masz być szczęśliwa! A jedyna słuszna droga do szczęścia biegnie z dala od własnych dzieci, które jedynie co, to mogą to szczęście zakłócić prośbą o kanapkę albo o chwilę uwagi…

Naucz dzieci jak najwcześniej odkurzać, robić mamie herbatę i wyprowadzać psa, żebyś Ty mogła leżeć na kanapie i pachnieć. A reszta niech robi wszystko za Ciebie! Ty co najwyżej zamówisz pizzę na obiad, bo przecież nie będziesz stała przy garach i gotowała dzieciom ich ulubioną pomidorówkę?? Wolność dla kobiet!

Serio? Nie da się być szczęśliwą będąc matką poświęcającą dzieciom więcej niż 10 minut dziennie? A może są kobiety, które czerpią radość z czasu spędzonego razem ze swoim synem, czy córką? Które lubią układać z dziećmi puzzle i grać w Chińczyka? Dla których hybrydy, modna bluzka, czy weekend z przyjaciółką w spa nie są szczytem marzeń i luksusu? Może są matki, które lubią wyjeżdżać na wakacje z całą rodziną, taplać się z dziećmi w morzu i piec z nimi muffinki? Może dla niektórych luksusem jest to, że mogę spędzić czas z dziećmi zamiast na plotkach z kumpelą, czy na zakupach?

I tak się zastanawiam, po co jej dzieci, skoro najlepiej czuje się jak nie ma ich w pobliżu? Bo koleżanki miały? Bo „tak trzeba”?  

Dziecko to nie Twój służący! To ktoś, kto jest cząstką Ciebie. To ktoś, na widok kogo czasem się uśmiechniesz, a czasem oczy Ci się zaszklą ze wzruszenia. Czasem się na nie zezłościsz, ale potem widząc uśmiech na małej twarzyczce zapominasz, dlaczego byłaś zła. Dziecko to ktoś kto przyniesie Ci laurkę na Dzień Mamy, wyciągając małe rączki i powie „Kofam Cię, mamusiu!„. To człowiek, którego możesz ukształtować, wychować. Nauczyć odróżniać dobro od zła. Ktoś, kogo się kocha bezgranicznie..

Stety bądź niestety – matką zostaje się już na zawsze..

Ale najpierw czeka Cię 9 miesięcy ciąży. Może dopaść Cię zgaga, poranne mdłości, cukrzyca ciążowa, zatrzymanie wody w organizmie, wahania nastrojów, od których Twój mąż może chcieć się wyprowadzić.. Być może lekarz z pewnych względów każe Ci do dnia porodu leżeć.. A potem poród… Hm, ze znieczuleniem, czy bez – uwierz, bolą obydwa. 3 razy rodziłam naturalnie. 2 razy dostałam zzo, a i tak bolało. Ale dało się przeżyć. Za trzecim razem niestety nie było już czasu na znieczulenie. I choć mój próg bólu jest wysoki, to przez chwilę z bólu przestałam kontaktować i rozumieć co do mnie mówi położna. Jeśli konieczne będzie nacięcie, to niestety ale jeszcze przez kilka dni będziesz czuć dyskomfort i ciężko będzie Ci usiąść na obu pośladkach. No, ale zawsze możesz się „postarać o cesarkę”. Tyle, że wtedy ból może pojawić się dopiero po porodzie. Możesz mieć problemy ze wstaniem, chodzeniem.. Tak, że kochana – tu nie ma dobrego wyjścia, bo niestety poród BOLI. Bardziej lub mniej.

Ale przecież te małe, kochane stópki, ten mały bombelek wszystko Ci potem wynagrodzi! Może z małymi wyjątkami, kiedy to podczas odbijania uleje mu się na Twój ulubiony sweterek. Albo okaże się, że jego kupa nie pachnie fiołkami, a poza tym wyszła na plecy. I  kto musi umyć? Przecież nie tatuś, który jest w pracy i zarabia na pampersy!

A to niestety dopiero początek.. Przez długi czas będziesz cierpieć na deficyt snu. A częste, nocne pobudki niestety nie przysłużą się Twojej urodzie. Nie w głowie Ci będą weekendowe imprezki, czy choćby wyjścia z kumpelami na wino. Jedyne o czym będziesz marzyła w sobotni wieczór to SPAAAĆ! No i te cholerne spacery, na które trzeba chodzić, żeby „przewietrzyć dziecko”.. Dobrze przynajmniej, że mit „diety matki karmiącej” upadł, bo inaczej musiałabyś funkcjonować na ryżu i gotowanym kurczaku, bez szansy na kawę przez cały okres karmienia piersią.. Chyba, że w obawie, aby piersi Ci nie obwisły od razu zakomunikujesz światu, że przecież „nie masz pokarmu” i przejdziesz na karmienie mlekiem modyfikowanym. Tyle, że wtedy w nocy nie wystarczy odchylić koszulę nocną i przystawić małego ssaka do cycuszka. Trzeba będzie wstać z łóżka, pójść do kuchni, przygotować mleko.. A potem jeszcze czeka Cię mycie butelek.. Zresztą nie tylko butelek. Bo gdy mały szkrab podrośnie, to i kanapa i ściany mogą wymagać czyszczenia. Tu małe, brudne paluszki odbiły swoje linie papilarne. Tam bombelek się rozpędził z rysowaniem i kredkami pojechał po sofie. Lub ścianie.

Potem przyjdzie etap przedszkola.. Trzeba będzie wcześniej wstawać, żeby przed pracą zdążyć zaprowadzić dziecko do placówki. A potem szybko pędzić, żeby go odebrać i zaprowadzić na lekcje baletu, czy trening piłki nożnej. Wieczorami zamiast leżeć na kanapie z wyciągniętymi nogami, sączyć zimne piwko i oglądać ulubiony serial, będziesz szyć strój Supermena na bal karnawałowy albo piec ciasteczka na urodzinowe party. Koniec z wylegiwaniem się w łóżku w sobotnie poranki. Jak pokazuje reguła – w tygodniu trudno jest ściągnąć dzieci z łóżka o 7, a w weekend budzą się same już o 6! Wakacje all inclusive będziesz spędzać nad brodzikiem. Dobrze, że chociaż drinka z parasolką dostaniesz! Byle byś ich nie wypiła za dużo, bo przecież przy dzieciach trzeba być trzeźwym. Twój samochód też już nie będzie taki jak dawniej. Okruchy z kanapki, puste opakowania po tubkach z owocami, puste butelki po wodzie, chusteczki, książeczki, jakieś autko, praca z przedszkola… Lepiej nie zaglądaj zbyt często na tylną kanapę, ok?

Etap szkolny to już w ogóle totalna załamka. Przecież dziecko do szkoły nie może się spóźnić! No i trzeba mu rano przygotować drugie śniadanie. Czyli budzik wypadałoby przestawić na 6. Albo lepiej 5:45. Do tego trzeba przypilnować odrobienie lekcji. Stawić się na zebraniu.. Dać kieszonkowe na kino.. Zawieź na dodatkowy angielski i jazdę konną. Czy Ty w ogóle zdawałaś sobie wcześniej sprawę z tego, ile te dodatkowe lekcje/ zajęcia kosztują?? Przecież, żeby na to zarobić musisz brać nadgodziny albo zmienić pracę na lepiej płatną. Bo albo angielski albo nowe kozaczki na zimę.. Co wybierasz?

Dziecko to decyzja na całe życie. Więc naprawdę zastanów się, czy go chcesz. Czy może wypada je mieć, bo koleżanki już mają? Albo rodzice cisną? Bo jak powiesz „tak”, to potem już odwrotu nie będzie. Do sklepu nie oddasz. Co najwyżej na parę godzin do dziadków. Jeśli ich masz. I jeśli będą chętni 🙂

 

Anna
Annahttps://opiniemamy.pl
Jestem mamą 9.5-letniej Poli i 1.5-rocznego Tobiaszka. Moje pierwsze macierzyństwo było usłane różami i ociekające lukrem. Choć mówi się, że takie nie istnieje (a jednak!) Przy Tobku walczymy ze skutkami wzmożonego napięcia nerwowego i nadwrażliwości na dotyk. Miliony pobudek w nocy, płacz i marudzenie to w pierwszym roku była codzienność. Jak przy tym nie zwariować i nie rzucić wszystkim uciekając w Bieszczady? Mam na to swoje patenty i nie boję się nimi podzielić! Jeśli jesteś mamą walczącą codziennie na domowym polu bity i potrzebujesz wsparcia i dobrego słowa, zapraszam! Jeśli mieszkasz w Krakowie i nie wiesz, gdzie iść na kawę z koleżanką z bombelkiem u boku, podpowiem! Jeśli szukasz pomysłu na szybki obiad - zapraszam po przepis! To co, widzimy się?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Jeśli chcesz umieścić reklamę na mojej stronie, zapraszam do skontaktowania się poprzez formularz kontaktowy lub bezpośrednio na maila.

Podobne artykuły